Mateusz Bartel. Pogram na poważnie przez 2-3 lata, później - zobaczymy...
Autor: Miłosz Kulewski, Ostatnia aktualizacja: 2009-04-06 09:51:47
Kolejny czołowy polski szachista zgodził się udzielić wywiadu specjalnie dla strony www.szachy.gda.pl. Tym razem na moje pytania odpowiada arcymistrz Mateusz Bartel, który niedawno na Indywidualnych Mistrzostwach Europy 2009 zajął 17 miejsce. Zapraszam do lektury!
W tym miesiącu Mateusz Bartel grał w Indywidualnych Mistrzostwach Europy gdzie wypadł najlepiej z Polaków zajmując 17 miejsce. W związku z tym będziemy mogli mu kibicować w tym roku na Pucharze Świata w Rosji. Jak sam mówi, zawsze miło wspomina miejsca w których dobrze wypadł. Miejmy zatem nadzieję, że od tego roku będzie z przyjemnością wracał do Chanty-Mansyjska...
[Miłosz Kulewski] - Jak podsumujesz swój niedawny występ na Indywidualnych Mistrzostwach Europy 2009?
[GM Mateusz Bartel] - Wynik, który uzyskałem w Czarnogórze był dla mnie sporym zaskoczeniem - to mój najlepszy występ od półtora roku. Co ciekawe, wcale nie grałem tak dobrze. Mniej więcej zadowolony jestem z 2-3 partii, inne nie były za dobre, a dwie - w pierwszej rundzie z Turkiem Erturanem oraz w siódmej z Rosjaninem Timofiejewem były w moim wykonaniu bardzo słabe i tylko szczęściu zawdzięczam, że żadnej z nich nie przegrałem.
- Uzyskany wynik dał Ci prawo gry w Pucharze Świata. Duże nadzieje wiążesz z tymi rozgrywkami?
- Bardzo mnie cieszy, że udało mi się tam zakwalifikować i w związku z tym zagram w PŚ już trzeci raz. Do tej pory zawsze odpadałem w pierwszej rundzie, teraz jest pora żeby skorzystać ze znanego powiedzenia...
.jpg)
Warszawa, Memoriał Stanisława Gawlikowskiego 2008 fot. Krzysztof Basiński
- Masz już na koncie zwycięstwo w ME juniorów do lat 18, czy marzy Ci się powtórzenie tego sukcesu wśród seniorów? Nie miałeś takich myśli jadąc do Czarnogóry?
- Myślę, że każdy zawodnik chciałby zdobyć złoty medal na ME. Szczerze mówiąc, przed wyjazdem do Budwy liczyłem po cichu na niespodziankę - w końcu to w tym mieście zdobyłem mój juniorski tytuł!
- Grałeś w wielu miejscach świata, który turniej wspominasz najmilej?
- Nie wiem jak inni szachiści, ale ja zawsze miło wspominam miejsca, w których dobrze wypadłem. Dlatego bardzo dobrze czuję się właśnie w Budwie czy na Wyspie Man. Dobrze wspominam również takie państwa jak Norwegia czy Słowenia, a przede wszystkim Portugalia. W tym ostatnim kraju od 5 lat gram w lidze i mentalność Portugalczyków, a także sama Portugalia, bardzo mi się spodobała.
- Czy pamiętasz z tych wszystkich wyjazdów jakąś szczególnie nietypową, czy też zabawną sytuację?
- Sytuacji z moim udziałem lub takich, których byłem świadkiem nie mogę sobie za bardzo przypomnieć, choć na pewno jakieś były...
- No, ale na pewno wiele takich historii słyszałeś...
- Z tych, które znam ze słyszenia przednia jest historia kiedy to pewien arcymistrz po wykonaniu posunięcia wyszedł z sali na papierosa, a wracając rzucił okiem na telebim z partiami i był pewien, że przeciwnik wykonał już posunięcie. Kiedy wrócił i usiadł, natychmiastowo zrobił posunięcie. Zdziwienie przeciwnika było ogromne, bo okazało się, że...nie wykonał on jeszcze ruchu! Obaj zawodnicy, skonsternowani zaistniała sytuacją szybko zgodzili się na remis...
- Jak wygląda Twój trening i jak zmienił się on od czasów, gdy byłeś juniorem?
- Kiedy byłem młodszy - zwłaszcza w okresie 12-20 lat, często spotykałem się z moimi trenerami. Wtedy dużo skorzystałem z pracy z Jakovem Loifenfeldem (Rosja),Adrianem Michalczyszynem oraz Wiktorem Żelandinowem (obaj z ukraińskiego Lwowa). Wiele nauczyłem się również od moich klubowych kolegów, kiedy grałem w drużynie Polonii Warszawa, Jacka Gdańskiego oraz Bartłomieja Maciei.
Teraz nadal spotykam się z panem Michalczyszynem, ale nie tak często jak kiedyś. Od czasu do czasu współpracuję również z Bartoszem Soćko, bez którego pomocy pewnie nie zagrałbym tak dobrze na ME.
Głównie jednak pracuję samemu. Staram się skupiać na treningu wszystkich faz gry, nie tylko na debiutach. Co prawda, czasami przez to cierpię, z uwagi na słabsze analizy niż posiadają rywale, ale często udaje to się nadrobić w dalszej części partii.
Wrocław, Akademickie Mistrzostwa Polski 2008 fot: Wojciech Zawadzki
- Dużo uwagi poświęcasz swojemu rankingowi i aktualnemu miejscu na liście FIDE?
- Każdy szachista patrzy na ranking, jednak na moim poziomie nie jest on tak bardzo istotny. Oczywiście, zawsze lepiej mieć ranking powyżej 2600 (choć nie oznacza on już tak wiele jak kiedyś, to jednak zawsze łatwiej uzyskać zaproszenie na turniej posiadając 2600+), ale prawdę mówiąc istotne różnice rankingowe są w okolicach 2700. Choć patrząc na rankingową czołówkę ławo zauważyć, że ELO nie jest głównym atrybutem przy zaproszeniach - przykładem choćby Kubańczyk Dominguez, który mimo dopiero 23 rankingu na świecie w tym roku zagrał już superturnieje w Wijk aan Zee, Linares, a zagra jeszcze w Sofii. Wniosek prosty - ranking wcale tak wiele nie daje.
- Czy każda partia turniejowa to dla Ciebie duży stres? Bardziej denerwujesz się przed turniejem, czy w trakcie gry?
- To zależy od stawki partii. Dwa lata temu podczas DME w Dreźnie ostatnią rundę grałem przeciwko Rumunowi Nisipeanu, który miał ranking blisko 2700. Miałem kompletnie wygraną partię, a zwycięstwo dawało mi możliwość walki w barażach o pierwsze miejsce. Niestety, nie poradziłem sobie z presją i partie (nie bez trudności!!!) zremisowałem.
Generalnie jednak staram się nie denerwować, co wcale nie jest proste. Szachiści, w przeciwieństwie do wielu innych sportowców, nie mają możliwości na wyładowanie emocji podczas partii. Wszystko muszą w sobie tłumić.
- Masz na to jakiś specjalny sposób?
- Bardzo ważna jest praca na kondycją fizyczną - bez odpowiedniego treningu człowiek jest dużo bardziej podatny na stres. Zauważyłem znaczną różnicę od kiedy zacząłem się przykładać do treningu kondycyjnego.
- A którą z dotychczas rozegranych przez siebie partii uważasz za najlepszą?
- Wydaje mi się, że jedną z lepszych partii, którą udało mi się zagrać była partia z Borisem Graczewem, podczas ME'18 w Budwie w 2003 roku. To jedna z tych partii, którą wygrałem grając bardzo dobrze pod względem strategicznym, a takie wygrane cieszą najbardziej. Większym sukcesem była na pewno partia z Bołoganem, na minionych ME, ale trzeba przyznać, że przeciwnik grał ją słabo.
- Kto jest według Ciebie obecnie najsilniejszym szachistą w naszym kraju ?
- Bez dwóch zdań - Bartosz Soćko. Praca, którą wykonał on przez ostatnie lata, a także naturalne predyspozycje psychiczne, sprawiają, że Bartosz gra bardzo silnie. Cały czas wierzę, że Bartosz przekroczy barierę 2700. Dużą siłę gry ma również Bartek Macieja, ale nie udaje mu się jej wykorzystać - częste choroby i chroniczne niedoczasy sprawiają, że Bartek nie ma takich wyników, na jakie go stać i jakie w przeszłości już uzyskiwał.
- Kogoś jeszcze byś wyróżnił?
- Jest jeszcze Radek Wojtaszek, który moim, i nie tylko moim, zdaniem w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat pokaże na co go stać. Mógłbym zresztą wymienić jeszcze kilku zawodników o podobnym poziomie, bo różnice w naszej czołówce nie są zbyt duże.
- Skąd wziął się pomysł na stworzenie pisma szachowego? Jakie są główne założenia i mocne strony czasopisma MAT ?
- Jak zawsze - z pewnej luki na rynku. W Polsce przed wydaniem naszego czasopisma na rynku były 3 periodyki, ale naszym zdaniem nie zaspokajały one potrzeb Czytelników. Naszym celem jest stworzenie czasopisma, w którym - zgodnie z naszym hasłem "Arcymistrzowskie czasopismo dla każdego" - każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego poza ściśle merytorycznymi artykułami staramy się przeprowadzać wywiady, a także pisać na tematy trochę luźniej związane z szachami. Będziemy również starali się dopasowywać do wymagań Czytelników.
Wydaje mi się też, że mocną stroną naszego pisma są autorzy artykułów - osoby znane i cenione.
- Jak idzie Wam jego tworzenie, czy napotykacie jakieś problemy?
- Na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Drugi numer miał mniej błędów niż pierwszy, myślę, że z trzecim będzie jeszcze lepiej. Cały czas się uczymy.
- Czy całą swoją karierę zawodową poświęcisz szachom ? Jak daje się pogodzić grę z nauką?
- Póki co, postanowiłem pograć w szachy na poważnie przez 2-3 lata. Co to przyniesie - zobaczymy. Jeśli miałbym być zawodnikiem z drugiej setki świata do końca życia, to nie jestem zainteresowany karierą profesjonalną. Gdyby jednak udało mi się dostać, powiedzmy, do pierwszej 50, to czemu nie?
- To duży problem, że wielu naszych czołowych zawodników nie startuje w mistrzostwach kraju? A może powinniśmy się tym nie przejmować i zwracać uwagę na ewentualne sukcesy Polaków, w dużych turniejach zagranicznych?
- W Polsce głównym problemem jest to, że wielu ludzi, w tym poprzedni Zarząd PZSzach, w ogóle nie interesuje się czołówką. Przez ostatnie 4 lata władze nie uczyniły nic, by jakoś wspomóc zawodników, co więcej często traktowały czołowych arcymistrzów jak piąte koło u wozu. Nic więc dziwnego, że kilku zawodników zrezygnowało z kontaktów z PZSzachem. Jeśli Zarząd, który ponownie będzie wybrany do 20 czerwca, nie będzie robił nic w kierunku współpracy z czołówką, to za parę lat nie dość, że mało kto będzie grał w MP, to na dodatek mało kto będzie chciał grać na Olimpiadach czy DME, a to będzie większym zmartwieniem dla nas wszystkich.
- Co zatem powinno się zmienić aby było więcej sukcesów i ogólnego zainteresowania tą dyscypliną?
- Popularność szachów w Polsce rośnie. Rodzice bardzo wielu dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym są zainteresowani nauczeniem maluchów gry w szachy. Na tej bazie można by zrobić naprawdę wiele.
Niestety - z tak fatalnie działającym PZSzachem to wszystko jest marnowane. Od lat nie ma żadnych imprez, które by popularyzowały dyscyplinę, nie mówiąc już o turniejach wysokiej rangi. Np. ostatnie obchody 80-lecia PZSzach. W luksusowym hotelu Sofitel Victoria zgromadziło się wielu "wybitnych działaczy", wśród których było wiele osób, przynajmniej dla mnie, kompletnie anonimowych, a na tę imprezę wydano kilkadziesiąt (z tego co wiem 30) tysięcy złotych. Czy nie lepiej było zorganizować kilka imprez pokazowych, jak np. symultany? Nie mówiąc już o wysokiej klasy turnieju czy jakiejś imprezie międzynarodowej.
Jednak w Związku mało komu na tym zależy. Jak słusznie zauważył Pan Wojciech Zawadzki, Związkiem rządzą sędziowie i ich koledzy, którzy mają dwa cele - albo zorganizować imprezę (tak, żeby na niej zarobić), albo ją sędziować. Ranga imprezy nie jest ważna, liczy się wysokość stawki sędziowskiej, która wcale nie musi zależeć od jakości turnieju, a jedynie od liczby uczestników.
Jako ciekawostkę powiem, że w Norwegii sędziowie najczęściej pracują za darmo - nie dziwi zatem fakt, że tam życie szachowe kwitnie i to nie tylko za sprawą Magnusa Carlsena. Zresztą - to, że Carlsen osiągnął tak wiele również nie wzięło się znikąd.
Za to u nas w zeszłym roku Związek dofinansował turniej w Polanicy Zdroju Z PIENIĘDZY, KTÓRE POWINNY BYĆ PRZEZNACZONE NA KADRĘ NARODOWĄ. Sprawa budzi duży niesmak, z wielu przyczyn. Bulwersują kwoty, które są płacone sędziom, załamuje sposób, w jaki turniej jest organizowany. Przykro na to patrzeć, że mimo kwot, którymi Związek wspiera ten turniej, Polanica upada.
- Uważasz, że polskie środowisko szachowe jest wystarczająco zgrane np. w kwestii wymieniania się doświadczeniem?
- Polskie środowisko jest podzielone. Wystarczy poczytać fora internetowe, by zobaczyć ilu frustratów jest wśród szachistów, zwłaszcza tych niespełnionych. Tacy ludzie życzą innym najczęściej źle, a gdy jeszcze dorwą się do władzy to swoje życzenia wcielają w życie.
Odnośnie wymiany doświadczenia - wielu ludzi w naszym środowisku uważa się za omnibusów, którzy wiedzą wszystko. Nie słuchają opinii innych, zawsze wiedzą najlepiej. Zresztą - właśnie dlatego w Związku mamy kuratora, bo władze poprzedniego Zarządu nie za bardzo przejmowały się przepisami, mimo, że zostały ostrzeżone o możliwych konsekwencjach.
W sytuacji, gdy nie słucha się innych nie ma mowy o współpracy, a bez rozpatrzenia różnych pomysłów, wykorzystania jak największej ilości rozwiązań i propozycji, nigdy w polskich szachach nie będzie dobrze.
- Jakie masz najbliższe plany związane z szachami?
- Kwiecień spędzę na odpoczynku i treningu, intensywniej zacznę grać w maju, który rozpocznę od dwukołowego turnieju na Słowacji (zagrają tam również Kamil Mitoń, Lubomir Ftacnik, Jan Markos, Vlastimil Babula oraz Tomas Polak).
- A jakie są Twoje zainteresowania? Masz w ogóle czas na coś jeszcze poza nauką i szachami?
- Jak wspomniałem - na razie naukę, po uzyskaniu tytułu licencjata na SGGW w Warszawie, odstawiłem na jakiś czas na bok, aby skupić się na grze w szachy i tworzeniu czasopisma. Obie rzeczy są bardzo czasochłonne. Znajduję jednak czas i na hobby, którym jest szeroko rozumiany sport. Głównie pasjonuję się piłką nożną, również w aktywnej formie - tutaj moim boiskowym kompanem jest nie kto inny jak Bartosz Soćko. Wcześniej grałem również od czasu do czasu w koszykówkę (tutaj z kolei z Bartkiem Macieją), ale ostatnimi czasy zaprzestałem. Nie gardzę również dobrą książką.
- A jeśli mogę zapytać, jesteś z kimś związany czy na to nie masz już czasu?
- Są rzeczy ważne i ważniejsze, zatem odpowiedź na to pytanie brzmi tak :)
Drezno. Wraz z Martą Przeździecką podczas Olimpiady Szachowej 2008 fot... Szymon Soćko! (lat 6:))
- Muszę wobec tego zapytać, czy Twoja dziewczyna gra w szachy?
- Nie jest to żadną tajemnicą, że jest nią Marta Przeździecka, v-ce mistrzyni Polski Kobiet z 2006 roku, a także reprezentantka Polski na kilku imprezach, jak np. DME'2007, gdzie Polki zajęły 2 miejsce.
Posiadanie dziewczyny-szachistki ma swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że Marta doskonale rozumie moje częste wyjazdy i obowiązki, takie jak treningi.
Z drugiej jednak strony muszę uważać, bo nie dość, że czasem dostanę "ochrzan" za słabą grę (może dlatego po słabym turnieju w Moskwie zagrałem dużo lepiej w Czarnogórze, bo bałem się ostrych reprymend? ), to na dodatek czasem zaznam goryczy porażki z towarzyskim "blicu"....
- Dziękuję za rozmowę...
- Dziękuję
XIII Mistrzostwa Gdańska
Forum
Turnieje
-
2012-02-12, Kowale
Grand Prix Kowale 2011-2012
-
2012-03-04, Kowale
Grand Prix w Szachach Kowale 2011-2012
-
2012-04-15, Kowale
Grand Prix w Szachach Kowale 2011-2012
Cytat
Tego to nawet nie liczyłem, bo wiadomo, że wór.
Jędrzej Długosz
